RUMUNIA BLOG

Emigracja Rumunia

Imigracja po rumuńsku

obywatele świata

W tym tygodniu miałam niezwykłą przyjemność udać się aż dwa razy do biura imigracyjnego. Cóż to było za doświadczenie. Ostatnim razem stałam w tak dzikim i zróżnicowanym pod względem kulturowym tłumie w 2003 roku w Cluj-Napoca. Co tu dużo mówić. Nic się nie zmieniło. Oprócz jednego- w 2003 roku urzędnik palił papierosa jak przyjmował petentów w biurze, a teraz policjant stojący przy bramie wpuszczający zainteresowanych otrzymaniem karty stałego pobytu. No właśnie jak wygląda imigracja po rumuńsku?

visa zdj

Imigrant w Unii Europejskiej

Co należy zrobić po przybyciu do kraju z Unii Europejskiej? Zasady chyba wszędzie są takie same dla wszystkich obywateli Unii. Jak każdy imigrant Unii Europejskiej do 3 miesięcy nie musisz zgłaszać pobytu na terytorium Rumunii. Po tym okresie czasu należy już to zgłosić. Wczytując się w przepisy można odnieść wrażenie, że konsekwencje, jak to we wszystkim w życiu, mogą być surowe. Nie mniej jednak ja ich nie doświadczyłam, uspokojona zostałam również telefonicznie, że nawet jeżeli jestem dłużej niż 3 miesiące w Rumunii i nie otrzymałam jeszcze pozwolenia ( certyfikatu, o tym zaraz) to nic nie szkodzi… :). Takie łagodne podejście ma miejsce tylko i wyłącznie w stosunku do obywateli UE. Pozostali niestety już tak łatwo nie mają.

Jeżeli jakimś cudem również i Ty wybierasz Rumunię jako kierunek emigracyjny koniecznie złóż dokumenty online aby umówić spotkanie na otrzymanie certyfikatu uprawniającego Cię do legalnego pobytu w Rumuni. Więcej informacji tutaj

Co wolno obywatelowi Unii Europejskiej w innym kraju UE?

Dla nie wtajemniczonych tematem emigracji po UE, wolno nam praktycznie wszystko to co każdemu obywatelowi rdzennemu. W moim wcześniejszym wpisie Szkoły w Rumunii. Czy w rumuńskich szkołach biją dzieci? pisałam o edukacji w Rumuni, więc wolno nam się uczyć ( chociaż dla tych co czytali wpis o szkołach wiedzą już co przeszłam aby zapisać dziecko do państwowej szkoły), leczyć, pracować, zakładać firmy oraz kupować nieruchomości. Z tym ostatnim to może kiedyś szerzej, ponieważ bez karty rezydenta warunki finansowe proponowane przez banki są niestety mniej korzystne niż dla rezydentów lub obywateli danego kraju. Niektóre banki nawet nie udzielają takich kredytów.

Obcokrajowcy w Rumuni

Rumuni się dziwią przyjezdnym. Dziwią się po co Ci ludzie tutaj przyjechali skoro Rumuni masowo wyjeżdżają. Przebili nas Polaków w emigracji. Są numer 1 w Europie. Dodam nawet, że zgodnie z wyliczeniami z 2017 roku Rumuni byli druga po Syrii najliczniejszą grupą emigrantów! Do ich głównych i ulubionych kierunków należy UK, Włochy I Hiszpania. Masa ludzi pracuje również w Niemczech oraz Holandii, ale trzeba zaznaczyć że w tych krajach nie zamierza się osiąść na stałe. Pracują pół roku, rok i wracają do rodzin.

Do najliczniejszej grupy mniejszości w Rumuni należą Mołdawianie, Turcy, Bułgarzy, Ukraińcy, Serbowie, Chińczycy Włosi. Ci pierwsi, czyli Mołdawianie nie mają problemów z otrzymaniem karty rezydenta. Wpływa na to fakt, że większość dzisiejszego terytorium Mołdawii należało kiedyś do Rumunii. Językiem urzędowym w Mołdawii jest rumuński, więc jeżeli chodzi o asymilację z Rumunami to Mołdawianom idzie o wiele łatwiej. Nadmienię również, iż istnieją szkoły, które twierdzą i głoszą, że istnieje język mołdawski. Mnie na Uniwersytecie Cluj-Napoca uczono, że owy język to tylko wymysł patriotów z Mołdawii. Przecież nie ma języka austriackiego :).

Turków w Rumuni jest dużo. W Bukareszcie ich widać. Prowadzają większe lub mniejsze biznesy, zakładają rodziny. W Rumuni jak w Polsce widoczny jest brak siły roboczej. Różne konfederacje zawodowe cały czas prowadzą dialogi z rządem w celu zwiększenia limitów w zatrudnianiu obcokrajowców. Od 2007 roku do 2017 z Rumuni wyjechało 17% populacji.

Polacy są nieliczną grupą. Jest nas mało. Większość osób pracuje dla polskich firm, które mają tutaj swoje oddziały lub zakłady produkcyjne. Po raz kolejny przyznaję, że ten kraj nie jest oczywistym wyborem emigracji 🙂 Rumunia. Dlaczego wybrałam na emigrację Rumunię?

Coraz więcej obcokrajowców wybiera Rumunię jako swój dom. Jedni z przymusu drudzy z własnego wyboru jak ja.
Co roku coraz więcej cudzoziemców na swój dom wybiera Rumunię.

Czy Rumunia jest tak gościnna za jaką się podaje?

Co do rumuńskiej gościnności w aspekcie imigrantów to mam jednak mieszane uczucia. Jeżeli rozbierzemy moje pytanie z nagłówka na czynniki pierwsze to zacznijmy od wcześniej wspomnianego Biura dla Imigrantów czyli rumuński IGI ( Inspectoratul General pentru Imigrări). https://igi.mai.gov.ro/

Dzieją się tam sceny dantejskie. Dosłownie. Wspomniałam również, że wielkiej zmiany nie widać od mojej ostatniej wizyty w takim biurze w roku 2003. Szkoda albo nawet wielki wstyd. Chaos, brak organizacji i darcie się na przestraszonych ludzi. Większość z tam stojących w kolejce ludzi nie opanowała jeszcze języka rumuńskiego, nie zna również języka angielskiego. Policjant robiący przy bramie za ochroniarza krzyczący ”step back! step back! podniósł mi tylko ciśnienie. Zastanawiam się na poważnie o wystosowaniu pisma do szefa owej jednostki w celu poradzenia mu jak rozwiązać problem tłumu przy bramie wejściowej. To jak traktują Turków, Afgańczyków, Syryjczyków, Polaków ( np. ja ), Chińczyków czy ludzi z różnych krajów jest naprawdę oburzające. Pan policjant miał pretensje, że stoimy wszyscy w 1 grupie przy wejściu. Nie wiadomo było jak stać bo nie ma żadnych informacji, znaków gdzie się udać. Gdzie mieliśmy stać? Mogliby chociaż nakleić kartki – na prawo obywatele UE, na lewo obywatele z poza UE… Czy to takie trudne? Wychodzi na to, że Rumunia wcale nie jest taka gościnna…

Procedura a imigracja

Procedura otrzymania certyfikatu na pobyt w przypadku osoby z UE to tylko formalność. Oczywiście należy spełnić warunki takie jak: stały adres i chyba najważniejsze umowa o pracę z rumuńskim pracodawcą. Do urzędu należy się zgłosić z paszportem, kopiami umów.

Przypomniała mi się kolejka w jakiej stałam w 2003 roku przed budynkiem IGI w Cluj-Napoca ze studentami medycyny z Syrii i Libii. Wydawać by się mogło, że przecież student nie powinien mieć najmniejszego problemu z otrzymaniem pozwolenia na naukę w obcym kraju. Podkreślę, że na dodatek nie byłam na programie studenckim typu Erazmus, tylko dostałam stypendium rządowe. Podatnicy polscy i rumuńscy złożyli się na mój kilkumiesięczny pobyt w Rumunii. Miałam papiery w ręku. Tym bardziej ciężko mi było zrozumieć, dlaczego miałam w tamtym czasie takie problemy z uzyskaniem pozwolenia na pobyt? Pamiętam tego urzędnika. Tęgawego pana w ciężkich okularach palącego papierosa. Byłam tam kilka razy i za każdym razem jakby deja vu. Niestety w tamtych czasach praca urzędnika odbiegała nieco od normy i dzisiejszych standardów. Właściwie gdzie się nie weszło tam kopcili papierosy. Dosłownie wszędzie dym.

Nie pamiętam już co wtedy przeskrobałam, co źle zrobiłam, jakie przepisy złamałam przybywając do Rumuni przez Ukrainę, ale okazało się że nie mogę dostać pieczątki do paszportu, która byłaby gwarantem mojego spokoju przez kilka miesięcy. Doznałam szoku jak się dowiedziałam, że grozi mi deportacja! Dzięki Bogu byłam tam wtedy z koleżanką ze studiów. Palący Pan się nie przejął. Jego zrelaksowana, odymiona twarz nie wyrażała zainteresowania jakże trudną wtedy dla nas sytuacją. Dla przypomnienia, ani Polska ani Rumunia nie były wtedy członkami Unii Europejskiej. Z tego co pamiętam wtedy, a dodam, że nie mówiłam jeszcze tak biegle po rumuńsku, zjawił się kierownik biura czytając nam różne paragrafy z książek prawniczych. Jedynym wtedy dla nas wyjściem na legalny pobyt w Rumuni było podpisanie oświadczenia, że nie zamierzamy opuścić terytorium Rumuni przez najbliższe pół roku. Złamanie tego urzędowego postanowienia skutkowałoby dla mnie zakazem ponownego powrotu do Rumunii. Do dnia dzisiejszego nie wiem dlaczego musiałam to podpisać? Bałam się konsekwencji zarówno jak to podpiszę jak i nie podpiszę. Pamiątkę zachowałam do dnia dzisiejszego. Jest w starym paszporcie. Porównując te dwie jakże różne sytuacje w tak odległym od siebie czasie, w zupełnie innej czasoprzestrzeni, przyznam, że wolę być tu i teraz i szczerze współczuję niechcianym imigrantom na całym świecie.

Bo przecież z jakiegoś powodu musimy być lepsi, skoro nie pozwalamy na otwarcie granic, podczas gdy sami tłumnie korzystamy z emigracji od lat…

– Sylwia Kubryńska, Furia mać!

INNE CIEKAWE WPISY

Brak komentarzy

    Zostaw komentarz

    10 + osiem =